Tryb ostrożnościowy włączony. Chelsea remisuje bezbramkowo u siebie z Tottenhamem.
Źródło: Facebook Chelsea
Czas na kolejny mecz dziesiątej kolejki Premier League. Dzisiaj trzecia w tabeli Chelsea zmierzyła się na swoim stadionie z rywalem będącym pozycję wyżej, czyli Tottenhamem Hotspur. W poprzedniej kolejce gospodarze wygrali na wyjeździe z Newcastle 2:0, z kolei ich przeciwnicy pokonali u siebie Manchester City takim samym wynikiem. Zapowiadało się emocjonujące spotkanie? Jak się ono potoczyło?
Parę dni temu Chelsea rozegrała swój mecz w Lidze Mistrzów z Rennes i odniosła trzecie zwycięstwo z rzędu gwarantując już sobie wyjście z grupy. Z kolei trzy dni temu w Lidze Europy Tottenham pokonał wysoko Ludogorets. Dzięki temu na razie jest blisko wyjścia z grupy chociaż trzy punkty przewagi nad LASK nie dają 100% pewności, że po szóstej kolejce tak pozostanie. W ostatnich trzech spotkaniach między tymi drużynami (na stadionie Stamford Bridge - 2 ligowe + 1 pucharowy) górą byli dzisiejsi gospodarze. Czy Tottenham przełamał złą passę, czy też nie?
SKŁADY
W ostatnim meczu Chelsea nie mogła korzystać z trzech zawodników: Kaia Havertza (choroba), Christiana Pulisicia (kontuzja uda) i Thiago Silvy (złe przygotowanie do meczu). Cała trójka dzisiaj była zdolna do gry, Thiago Silva wyszedł w wyjściowej jedenastce (zastąpił Ruedigera), a pozostała dwójka zasiadła na ławce rezerwowych.
Co do Tottenhamu to Erik Lamela wciąż jest niezdolny do gry, a kontuzja pachwiny Toby'ego Alderweirelda spowodowała, że jego miejsce na środku obrony zajął Joe Rodon, który z resztą zmienił go w poprzednim meczu w 81 minucie. Nie przyczyniło się to wtedy do zmiany wyniku na niekorzyść Kogutów. Jak zatem z dzisiejszym dniem?
FAJNIE GRAJĄ, ALE KIBICE ŻĄDAJĄ BRAMEK
Już w pierwszym kwadransie było ciekawie. Była to niezła zapowiedź tego, co dopiero ma nadejść. Najpierw w drugiej minucie pierwszy strzał oddali gospodarze ale prosto w ręce bramkarza. W dziewiątej minucie po odbiorze Serge'a Auriera Tottenham rozpoczął kontratak zakończony strzałem Stevena Bergwijna nad poprzeczką. W jedenastej minucie piłka była w bramce po strzale Timo Wernera ale Niemiec był wcześniej na spalonym.
W drugim kwadransie oglądaliśmy próby konstrukcji akcji, natomiast żadna z drużyn nie miała okazji, by oddać strzał. Natomiast ważne, że drużyny nie zwalniały tempa i wciąż próbowały. Jedyne, co było warte odnotowania, to żółta kartka dla Hakima Ziyecha.
Podczas ostatnich piętnastu minut pierwszej połowy nie wydarzyło się nic nadzwyczajnego. Mogło się wydawać, że obrona gości była lekko zdezorientowana, ale gospodarze tego nie wykorzystali. Została doliczona jedna minuta to spotkania, ale i w niej nie widzieliśmy niczego ekscytującego.
Zakończyła się pierwsza połowa meczu na Stamford Bridge. Jedyne, co mi się nasuwa na usta to słynne przysłowie, czyli z dużej chmury mały deszcz. Mimo tego, że obie drużyny konstruowały akcje, to grały zachowawczo i nie odważyły się zaryzykować. Jest to zrozumiałe, w końcu mamy do czynienia nie tylko z meczem na szczycie, ale przede wszystkim z derbami Londynu. Zarówno Frank Lampard, jak i Jose Mourinho przygotowali tak drużyny, by dobrze prezentowały się w defensywie, czego efekty widzieliśmy. Pytanie, czy w drugiej połowie któraś z nich się bardziej otworzyła, czy skończyło się na trybie ostrożnościowym i wyniku 0:0?
EMOCJE JAK NA GRZYBACH, TYLKO JEDNI CHCIELI WYGRAĆ
W przerwie meczu żaden z trenerów nie miał podstaw do dokonywania zmian, więc w tym samych składach oglądaliśmy obie drużyny na początku drugiej połowy. W pięćdziesiątej minucie żółtą kartką za swój faul został ukarany Steven Bergwijn. W pięćdziesiątej czwartej minucie żółtą kartkę otrzymał Reece James. Wydawało mi się, że była ona niepotrzebna, ale sędzia podjął taką, a nie inną decyzję. W tym miejscu chciałbym zaznaczyć, że kibice żądali bramek, a nie kartek, ale zawodnicy na razie faulują. Zatem w pięćdziesiątej piątej minucie Kurt Zouma został wpisany do notesu sędziego. Jak tak dalej pójdzie, to mecz może stać się dla którejś z drużyn nieprzyjemny.
Rozpoczął się drugi kwadrans drugiej połowy, a tu Chelsea zaczęła powoli naciskać na rywala. W sześćdziesiątej siódmej minucie źle zagrał Eric Dier i piłkę przejęli rywale. Hakim Ziyech doszedł do sytuacji, ale piłka poszła wysoko ponad bramką.
Nadszedł czas na ostatnie piętnaście minut meczu (nie licząc doliczonego czasu). W siedemdziesiątej szóstej minucie Mason Mount został ukarany żółtym kartonikiem. W osiemdziesiątej pierwszej minucie Mason Mount otrzymał piłkę i oddał strzał sprzed pola karnego, jednak na posterunku Hugo Lloris. W osiemdziesiątej dziewiątej minucie Sergio Reguilon również otrzymał żółtą kartkę. Sędzia doliczył cztery minuty do podstawowego czasu gry. W czwartej minucie doliczonego czasu goście mieli ostatnią szansę i mogli strzelić, ale Giovani Lo Celso miał inne plany i oddał kiepski strzał obok bramki.
MECZ SIĘ SKOŃCZYŁ, A W MOJEJ GŁOWIE ADELE
Ostatecznie mecz skończył się wynikiem 0:0. Nie wiem czemu, ale podczas jego trwania w mojej głowie była jedna z piosenek Adele, czyli Halo. Może wyobrażałem sobie, że ona zaśpiewałaby coś w stylu Witam, to ja, co wy odwalacie dziś? Może to dlatego, że ona urodziła się w Londynie? Nieważne, mecz miał potencjał, zaczął się obiecująco, ale po pewnym czas dało się zauważyć, że tylko gospodarzy interesowały trzy punkty. Goście chcieli nie przegrać i swoją misję osiągnęli. Czy ich kibice byli z tego zadowoleni? Pewnie nie, czy ludzie oglądający ten mecz byli usatysfakcjonowani tym wynikiem? Wątpię, ale trudno Chelsea miała większe posiadanie piłki, przeważała, ale ani trochę nie wykorzystała potencjału ofensywnego. Ich najlepsza okazja to gol Timo Wernera ze spalonego. To coś mówi, czyż nie?

Post a Comment